offczyswiat blog

Twój nowy blog


Piotr Drzewiecki, pierwszy prezydent Warszawy II Rzeczpospolitej, cztery miesiące przed śmiercią (w niemieckim więzieniu Spandau, dokąd trafił po przesłuchaniach na Szucha i więzieniu na Pawiaku) napisał list do swoich wnuków:

Kochani. Abyście korzystali z mego doświadczenia, zalecam Wam 10 wskazówek, jako drogę do życia zadowolonego , do dokonania wielu czynów i do ogólnego poszanowania:

1.    Zdrowie pielęgnować.

2.    Dzielność rozwijać sportem i codzienny ćwiczeniem Mullera „Mój system”.

3.    Czas cenić, chwili źle nie stracić.

4.    Wiedzę ogólną, szczególnie fachową, zainteresowanie światem rozszerzać. Wcześnie języków się uczyć, roboty ręczne dla zręczności poznawać. Z prac naukowych czynić skróty.

5.    Wolę wzmacniać, żyjąc wedle programy na każ∂ą godzinę, dzień,  tydzień, miesiąc, rok. Nad zachciankami i namiętnościami panować. Trudnościami się nie zrażać. cierpliwie, wytrwale pracować, nie żałując wysiłku dla dojścia di cele. Błędów nie opłakiwać, a nie robić dalszych.

6.    Pracować planowo, dokładnie, wydajnie.

7.    Gospodarować oszczędnie. Zawsze dokonywać więcej dóbr, niż zużywać, aby nadwyżka była podstawą niezależności materialnej. Być umiarkowanym w życiu. Posiadanie utrzymywać w porządku. Nikomu  nie być ciężarem, raczej pomocą. Własną pracą wznosić się wzwyż. Nie zazdrościć.

8.    Być chętnie uczynnym, uprzejmym równo dla wszystkich, towarzyskim, niesamolubnym. Za niepowodzenie winić siebie, a nie innych. Przyjaźń z towarzyszami o szlachetnym charakterze pielęgnować. W pracy społecznej i fachowej uczestniczyć. obowiązki ściśle spełniać. Słowa dotrzymywać, wypowiadane cenić, raczej milczeć. Postępować etycznie, godnie i lojalnie. Słuszności bronić.

9.    Umiłowaną, pożyteczną rozrywkę uprawiać (zbiory, muzyka, sztuka, warsztat ręczny, wycieczki, dział nauki, etc.)

10. Zjawiska, ludzi oceniać bez uprzedzeń, życzliwie. Mieć zawsze dobrą minę, humor i być gotowym do czynu i współdziałania. 

(za: radiownet.pl)

2010

8 komentarzy

Podobał mi się rok zeszły. Nie było czasu na nudę. I tego sobie i Wam życzę. 

-Nie widziałeś gdzieś mojej fioletowej koszulki?

-A jak wyglądała?

-No fioletowa cała była no…

-Niestety, za dużo szczegółów.

Jesteś szaaalonaaaa

1 komentarz

Jednym okiem zerkam na to „Rozlewisko” czy jak mu tam. Dwukrotnie podeszłam do próby przeczytania, po dwakroć poległam. Dobrze, że przed zakupem. Brodzik z brzuszkiem – nie mówię nie. Pytanie czy suzuki swift wmontowało Brodzikową do serialu czy też na odwrót. No nie porywa ów obraz, nie porywa no. I takie duże to dziecko Brodzikowej. To nie jest normalne. Moje dziecko na ten przykład waży dopiero jakieś 2700, więc proszę mnie z tym porodem nie pospieszać, tak? I tak dobrze, że oddalono wizję cesarskiego cięcia. Chociaż opinie w tem temacie są przeróżne. Moja opinia jest taka – bardzo przyjemnie jest leżeć w domu na legalu i przygotowywać pokój dla niemowlaka. Budyń na całego w kwestii mebli, wózka i odzieży wierzchniej jak i spodniej. W sobotę dobiła wanienka, czekam na kosmetyczkę Heluta (tak tak, będzie miała własną w kolorze lawendy). W końcu „once in a lifetime”. No chyba, że nam się spodoba i uskutecznimy z Czytelnikiem manufakturę. 

Poza tym jesień w pełnem rozkwicie, Donaldu Tusku kończy z polityką miłości, a już we czwartek flurrisy w prognozie. Nie ma nudy.

obecnie oczekujemy na Helutka. I to by było na tyle :)

Et voila

7 komentarzy
Na razie tak bo nie ogarniam tej kuwety.

P1000220.JPG
Od

2 dni

17 komentarzy

To jest jakaś abstakcja. Wychodzić za mąż w najbliższą sobotę. Znaczy w niedzielę się obudzę i będzie po ptakach. Znaczy po pierwszym ślubie. Bo pierwszy, wiadomo najważniejszy. Potem to już z górki i kwestia doświadczenia. Trochę nie wiem na co mam się przygotować. W sensie jak istotna to będzie zmiana. No bo jakaś, prawda, będzie. 

Z rzeczy które leżą odłogiem to prezenty dla rodziców. I kwiaty dla tychże. I suknia ślubna niegotowa. I butów na śniadanie nadal brak. I ten nieszczęsny pierwszy taniec. No nie mamy swojej wspólnej piosenki, wstyd to czy nie wstyd – taka jest prawda. Czytelnik sugerował taniec islandziekgo krasnala do czegoś z repertuaru Sigur Rósa. Ja tam mam niewysublimowane gusta, byle tylko przetrwać ten „taniec chochoła” (minuta trzydzieści i idziemy na wutke, tak?) mogę się kolebać i do Zdzichy Sośnickiej. W przypływie rozpaczy zagroziłam jednak że jak czegoś wspólnie nie wybierzemy to każę zagrać „Cipuleńkę” i nie ma zmiłuj. No to się znalazł. Kompromis. W ogóle mam nieodparte wrażenie, że ceremonia w kościele (najważniejsza jakby nie było) to jest pikuś przy całem tem weselu. Z tego wszsytkiego zaczęłam jeść. Dużo i wszystko. I nic nie mogę z tym zrobić. Wprost nienawidzę bycia na świeczniku. I tak mię się trafiło. No ale cóż. W niedzielę rano będzie po sprawie i tego się trzymajmy. 
I jednak ma padać według prognozy. 
I nie miałam wieczoru panieńskiego z penisem na torcie.
I nie będzie podróży poślubnej.
I chyba obędę się bez makijażu. Tak mi wymyślają. 
Dzisiaj mam ochotę uciec.

Walczę dzielnie pod stosem spraw przedślubno – weselnych. Rozkład gości w pokojach, krem brokułowy czy zupa grzybowa, bluszcz do dekoracji ałta, jakie buty do kreacji śniadaniowej, sobieski czy pan tadeusz. W ogóle praca zawodowa zeszła na plan dalszy. Albo inaczej. Zeszła w ogóle. Zgon. Potrafiłam wykonać sześć błędów w umowie, sprawdzić to, zaakceptować i jeszcze wysłać dokument pod inny adres niż należało, zatem łagodnym ale stanowczym ruchem odsunięto mię od spraw pilnych i ważnych. I tak o. Wpadłam w macki ślubnego biznesu. Czytelnik okazuje siłę spokoju jakby brał ślub normalnie raz w miesiącu od dwudziestu lat z górą. I że w ogóle o co cho. Próbny makijaż pierwszy w brązach mnie nie zachwycił. Dzisiejsza opcja w kolorze gołębim (weselnych gołąbków nie będzie to chociaż tyle) akceptowalna, ale czy to jest mój ideał? Ekipa grająca wybrana po wielkich poszukiwaniach (ewidentnie wielu Polaków wierzy, że śpiewać każdy może) oznajmiła, że nie przyjmie od nas żadnej plejlisty, tylko sami wysnują czego chce szanowna poubliczność. A niech snują. Jak będzie drętwo to się zwijamy z Czytelnikiem do kina. Albo coś. No jest stres. Rodzina też mu niestety ulega. mamut dzisiaj wszczął panikę, że potrfel jej ukradli. karty poblokowane i co. Oczywiście zostawiła w domu. I kto miał rację? (ja.) 

Poza tym wiosna w rozkwicie proszę państwa. Jak w sobotę będzie padać to komuś przywalę (obojętnie komu, byle rozładować frustrację). Jak mi będą deptać po dwumetrowym trenie też dostaną z dyńki. I nie ma że boli. Nie ma kamerzysty na tem weselu to i świadków nie będzie. 

Za oknem śnieżyca stulecia. To zanczy mam takie przypuszczenia, albowiem śnieg zawiał okno dokumentnie. Przynajmniej gołębie kupy niewidoczne. No to jak tak siedzę buszując serfując, to może coś pozytywnego napiszę. 

 

Otóż. Pewnego smętnie zimnego wieczoru wybraliśmy się z Czytelnikiem zakupić sprzęt piorący. Jedankże ubogi wybór i ogólna niekompetencja personelu doprowadziły nas do szamotania pępka i postanowiliśmy uleczyć ten stan spożywając krewetki i tosty. I w trakcie tych konsumpcyjnych szaleństw luby nagle wyciągnął beżowe pudełeczko z kokardką. Nogi me się ugieły (nogi mogą się ugiąć na siedząco, halo, proszę państwa) i tylko zdołałam zakomenderować ALE NIE PRZY JEDZENIU (no dajcież spokój). To wykonał zapytanie uwieńczone brylantem tuż po powrocie z kolacyjki. Nie można było odmówić. Takiemu Czytelnikowi się nie odmawia po prostu. Taka to romantyczna historia. I od miesiąca prowadzamy się jako narzeczeństwo. Czytelnik również udał się po zgodę do Rady Starszych (podejrzewam że z uwagi na moje posunięte lata niebawem sprzedaliby mnie dokładając stado kurcząt chętnemu). A ponieważ oczekiwanie na dalszy rozwój wydarzeń mamy niejako w nosie – 16 maj is the day moi drodzy. Obecnie Czytelnik przebija się przez ugór nauk przedmałżeńskich, a ja przez katalogi zaproszeń ślubnych. Pralkę kupiłam via internet. Bo jakżeby inaczej.

 

Poza tym nic ciekawego. Parówkę bym zjadła. Za tydzień 20 stopni jak donosi msn weather report we związku z czym zamówiłam baleriny. Ale ten śnieg na oknie nieco gasi me zapały. I jeszcze wicher wyje. A w maju pono 30 stopni. I tego się trzymajmy. 

 


  • RSS